


Z AMERYKAŃSKIM GITARZYSTĄ, DAVIDEM TANENBAUMEM, O MUZYCE WSPÓŁCZESNEJ I ANTYWOJENNYCH UTWORACH, ROZMAWIA DARIUSZ DOMAŃSKI
Gratuluję wczorajszego koncertu. Zagrałeś program złożony z muzyki barokowej i współczesnej. Część programu wykonałeś na specjalnie przygotowanej gitarze...
- Tak, zgadza się. Utwór Lou Harrisona Scenes from Nek Chand, który wykonałem na koncercie, jest napisany w oryginale na gitarę z metalowymi strunami (national steel guitar) w stroju DADGAD. Zwykle gram ten utwór kostką na gitarze ze stalowymi strunami. Ale w przypadku koncertu klasycznego trudno jest taki utwór umieścić w koncercie, musiałbym wozić ze sobą dwie gitary! Zapytałem się więc Manuela Barrueco, który mnie zaprosił na ten koncert, czy może pożyczyć jedną ze swoich gitar. Zgodził się. Zagrałem więc ten utwór na hiszpańskiej gitarze Jose Ramireza.
To świetna kompozycja. Brzmi bardzo świeżo i efektownie. Zastosowane tam zostały techniki, które na gitarze klasycznej są rzadkością, np. bottleneck.
- Zgadza się, lubię różne eksperymenty. A ten utwór zawiera szereg mało spotykanych w gitarze klasycznej efektów i sposobów gry. To atrakcyjna, koncertowa kompozycja posiadająca też zgrabną melodykę i synkopowaną rytmikę.
Dlaczego dokonałeś właśnie takiego wyboru programu?
- Po pierwsze, staram się zawsze grać muzykę, którą lubię grać, która mnie ekscytuje. W tym akurat przypadku, mam bardzo trudny miesiąc, dużo pracy, będę występował na festiwalu w Japonii, gdzie zagram dwa różne zestawy muzyki nowoczesnej: Takemitsu, Harrison i Riley. Jest to festiwal „Przez Pacyfik”, czyli spotkanie muzyczne Kalifornii i Japonii. Zwykle nie grałbym kompozycji Takemitsu po ciężkim i trudnym w odbiorze utworze Hansa Wernera Henzego – Royal Winter Music, bo jest to zbyt męczące dla publiczności, ale – ze względów praktycznych - postanowiłem to jednak w tym recitalu połączyć.
Dwa lata temu dokonałeś amerykańskiej premiery La Corde de Feu (Fire Strings), koncertu na gitarę elektryczną i orkiestrę, którego kompozytorem jest Ichiro Nodaira (Berkeley Symphony dyrygował wówczas Kent Nagano). Jak oceniasz ten utwór?
- To szalona kompozycja. To wielki koncert na gitarę elektryczną i orkiestrę. Jedyną osobą, która już go grała, jest Steve Vai, znany gitarzysta, który dokonał też premiery światowej. Powiedział, że żeby się go nauczyć, musiał ćwiczyć przez dwa miesiące po dziesięć godzin dziennie. Wymieniałem z nim maile i napisał mi, że to najtrudniejszy utwór, jaki kiedykolwiek grał. Mam dobrego przyjaciela, nazywa się Kent Nagano. Jest znanym dyrygentem i koniecznie chciał zagrać ten utwór. Zagrałem go więc na gitarze elektrycznej, tzn. na syntetyzatorze gitary z nylonowymi strunami. Zagrałem na strunach nylonowych, żeby móc grać moją techniką, a potem przepuściliśmy to przez syntetyzator, żeby brzmiało jak gitara elektryczna. Praca nad tym utworem zajęła mi całe miesiące, ale efekt był bardzo dobry.
Czy ta gitara, na której grałeś to twoja własność?
- Nie. Pożyczyłem ją z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, z działu muzyki elektronicznej. Wydaje mi się, że to gitara, którą zaprojektował Chet Atkins.
Jak ten utwór brzmi?
- Był opracowywany w studiu w Paryżu. Jest bardzo nowoczesny. To jakby Stockhausen spotkał się ze Steve’em Vaiem, to tego rodzaju kombinacja. Jest więc wiele technik gitary elektrycznej, skale, podciągnięcia itp. ale styl jest bardzo nowoczesny. To bardzo ciekawy utwór.
Jak ci się udało zagrać techniki gitary elektrycznej na nylonowych strunach? Np. podciąganie jest przecież na klasyku bardzo trudne?- Nie udaje się zrobić wszystkiego, trzeba się trochę ograniczać. Zwykle grywam na gitarze klasycznej. Ale ponieważ uwielbiam wykonywać nową muzykę wielu kompozytorów, z którymi współpracuję, przekonuje mnie do grania ich utworów na różnych instrumentach, np. Lou Harrison powiedział, że muszę zagrać jego utwór na national steel guitar. John Adams, kiedy zabierałem się za jego kompozycję, powiedział, że musi być zagrana na gitarze ze stalowymi strunami. Nodaira i Kent Nagano przekonywali mnie do gitary elektrycznej. Więc jeśli chcę grać ich muzykę, muszę grać na gitarach, jakie wybiorą.
Twoja najnowsza płyta to „Serenado” z utworami Lou Harrisona? - Owszem. Masz ją? Jeśli nie, mogę ci ją dać.
Dziękuję, chętnie napiszę recenzję tej płyty. O... widzę, że jest na niej utwór, który grałeś wczoraj na koncercie. - Tak, nagrałem go na gitarze z metalowymi strunami
Co sądzisz o dźwięku tej gitary? Jest ładniejszy, niż klasycznej?- Powiem ci, co myślę. Nie jest to dźwięk piękny. Jest interesujący. Szczególnie ciekawy jest strój. Muzyka Lou Harrisona jest bardzo prosta. Kiedy grasz ją na gitarze klasycznej, nastrojonej zwyczajnie, wydaje się aż za prosta. Ale jeśli zagrasz ją z innym strojem, który ma surowe dźwięki, nagle nabiera „nerwu”, dostaje energii. Problem polega na tym, że trzeba mieć chwilę, żeby przyzwyczaić uszy do takiego stroju. Kiedy gram to dla publiczności, która pierwszy i jedyny raz coś takiego słyszy, niektórzy twierdzą, że ten strój jest zbyt dziwny. Ale kiedy już go poznasz, efekt jest niesamowity. Ja sam pracowałem nad tym utworem przez rok, z tym instrumentem, i teraz go uwielbiam. Ale trzeba się przyzwyczaić, więc jeśli będziesz słuchać tej płyty, nie słuchaj jej raz, tylko kilka razy. Wtedy zrozumiesz ten strój. To inny świat. Reszta utworów na płycie utrzymana jest już w tradycyjnym stroju. Ale to też fantastyczna, nowatorska muzyka.
Przed chwilą słuchałem twojego wykładu na temat amerykańskiej muzyki współczesnej. To fascynujący świat poszukiwań nowych rozwiązań sonorystycznych, formalnych i instrumentalnych, prawie w Europie nieznany. Myślę, że wielu naszych czytelników byłoby zainteresowanych tym tematem. Może chciałbyś opublikować coś na ten temat w naszej gazecie? Masz gotowy tekst, który moglibyśmy przetłumaczyć?- Ten wykład to była po prostu moja swobodna wypowiedź. Zafascynowała mnie idea tej muzyki. Może jednak spróbuję to napisać. Jestem bardzo zajęty, ale może coś się uda zrobić. Też uważam, że dla wielu ludzi to bardzo ciekawy temat. Najlepiej jest posłuchać muzyki, tak jak zrobiliśmy to dzisiaj. Słyszy się świetne rzeczy, słyszysz wpływy europejskie. Nie obiecuję, ale się postaram coś napisać.
Ok, będę przysyłał ci jednego maila miesięcznie z przypomnieniem...- Byle nie za dużo, bo zmienię zdanie! (śmiech)
Nagrałeś ponad 30 płyt... - Takich naprawdę moich jest dwanaście. Reszta to płyty, gdzie jestem jednym z wykonawców.
Która jest twoją ulubioną? - Trudno powiedzieć. Myślę, że „Acoustic Counterpoint” jest bardzo dobrą płytą. Chyba z 1990 roku. Jest na niej fantastyczny repertuar, utwory kompozytorów z lat osiemdziesiątych. Wiele osób uważa tę płytę za dobrą. A w ogóle to trudne pytanie. Ciężko jest słuchać własnych płyt i je oceniać. Myślę, że ta nowa płyta jest bardzo dobra. Słuchałem dzisiaj płyty z 2002 r, gdzie nagrałem na gitarze akustycznej „Muzykę naiwną i sentymentalną” Johna Adamsa. Też jest dobra. Pierwsza moja płyta to „Dzieła mistrzów”, z utworami m.in. Da Milano . Wprawdzie teraz zagrałbym wszystko inaczej, ale jestem z niej zadowolony. Jest więc kilka takich, które lubię.
Jaki będzie twój następny projekt fonograficzny?
- Kilkanaście lat temu nagrałem Royal Winter Music Hansa Wernera Henzego. Płyta została wydana prze Audofion z Miami w kilku tysiącach egzemplarzy, które szybko się sprzedały, a wznowienie się nie ukazało. Audofion nie udostępnił mi matrycy, więc stanąłem w miejscu. A nagranie było bardzo dobre. Na szczęście skontaktowała się ze mną włoska firma fonograficzna Stradivarius, która zaproponowała powtórne nagranie tego utworu. Więc zacząłem od nowa... To było w zeszłym roku we wrześniu, nie miałem jeszcze czasu żeby zmontować nagranie, ale mam nadzieję, że uda mi się w najbliższym czasie to zrobić. To bardzo ciekawa muzyka, jeden z najlepszych utworów na gitarę, żyłem z nim 20 lat i teraz mam interesującą możliwość nagrania go po raz drugi. W pierwszej wersji słyszę jeszcze moją młodość, druga jest dużo bardziej dojrzała. Pierwsza jest szybsza i bardziej dzika, w drugiej chyba przede wszystkim mam lepszą gitarę. Daję sobie więcej czasu, więc efekt jest dojrzalszy. Kiedy już ją zmontuję, bardzo ciekawie będzie je porównać. Uważam, że ten utwór jest bardzo ważny, sam go zresztą wczoraj słyszałeś – jest fantastyczny.
Ale też bardzo długi...
- To fakt, dla niektórych słuchaczy może być zbyt długi. Ale Henze, jego twórca, mówi, że nie ma nic przeciwko skracaniu i przeskokom.
Kiedy się ukaże ta płyta?
- Jeśli wszystko będzie grało i uda się dotrzymać terminów, to jeszcze przed końcem tego roku. Więc chyba w grudniu.
Występujesz nie tylko solo, ale też w zespołach kameralnych. Co sądzisz o łączeniu gitary i innych instrumentów?
- Uważam, że jest wiele powodów, dla których powinniśmy to robić. Po pierwsze, w kwestii artystycznej. Tak naprawdę można stać się dobrym muzykiem jedynie poprzez muzykę kameralną, a nie grając tylko solo. Po drugie, to ważne dla kariery – od razu masz więcej pracy. Po trzecie, gitara staje się ważniejsza, kiedy ma w tle te inne instrumenty. Najważniejszą kwestią jest jednak repertuar. Jeśli będziesz grać tylko Giulianiego, nie jest to tak ciekawe dla innych muzyków. Dlatego bardzo się starałem znaleźć lub stworzyć repertuar, który zainteresowałby też pozostałych. Dlatego zagrałem utwór Curtisa na gitarę i kwartet smyczkowy. Smyczkowcy go uwielbiają. Jeśli dam im do wykonania utwór Mario Castelnuovo-Tedesco, myślą: ok, gram z gitarą, więc muszę zagrać Tedesco. Potem wracają do domu, grają Beethovena i dopiero wtedy są szczęśliwi. Jeśli dam im Boccheriniego, bawią się tym, ale ich to nie ekscytuje. Utwór Curtisa jest pod tym względem świetny. Starałem się więc namówić kompozytorów, żeby pisali utwory ekscytujące dla wszystkich. Robi tak już Riley. Uwielbiam grać z innymi muzykami, ale nie nudną muzykę.
Używasz strun D'Addario?
- Tak, kiedyś używałem Augustinów, ale teraz preferuję D'Addario. Są dla mnie idealne. Używam zestawu o normalnej twardości, J45, podobnie jak Williams. Lubię mieć luźne struny, dające możliwość wibracji, itp.
A co sadzisz o nowych kompozytowych strunach D'Addario?
- Niezbyt podoba mi się ich dźwięk. Niektórym się podoba, ale coś w nim było takiego, co do mnie nie przemawiało, jest zbyt metaliczny. Poza tym trudno poddają się wibracji. Wolę zwykle struny.
Co jest dla ciebie dobrą muzyką?
- Wczoraj grałem dobrą muzykę. Każdy utwór może być dobry. Oczywiście, uwielbiam barok. Lubię też muzykę renesansu, choć nie miałem do tej pory okazji zbyt często jej grać. W ogóle mam wrażenie, że teraz gra się muzykę tego okresu rzadziej, niż trzydzieści lat temu. Wielu gitarzystów mówi: niech to ci, którzy grają na lutni, zostaną sobie przy renesansie. Ale to przecież fantastyczna muzyka: Da Milano, Narvaez... Uwielbiam tę muzykę, jest świetna. Za to nie przepadam za gitarowym repertuarem „klasycznym”. Uważam, że bardzo ważne jest, żeby każdy artysta grał to, w co wierzy i co kocha. Jest zbyt wiele rzeczy na świecie: za dużo płyt, książek, gazet... Można więc przynajmniej zrobić coś, w co się wierzy, czemu jest się oddanym. Dlatego niektóre rzeczy gram, ale ich nie nagrywam, bo robią to inni, wyjątek zrobiłem dla lat osiemdziesiątych. Repertuar romantyczny bardzo lubię, ale moją drugą miłością jest nowa muzyka, różne jej rodzaje. Lubię muzykę nowoczesną Henzego, tonalną Harrisona, coś co do mnie przemawia. W nowoczesnej muzyce podoba mi się to, że mówi, jak się teraz żyje. Uczę się w tej chwili nowego utworu Terry'ego Riley'a. Zagram go za trzy tygodnie w Japonii. Ciekawa jest historia powstawania tego utworu. Jego twórca został aresztowany, ponieważ protestował przeciw wojnie w Iraku. Sędzia powiedział, że ma do wyboru karę pieniężną, więzienie albo pracę na rzecz społeczeństwa. Terry wybrał to ostatnie. Ponieważ to działo się w małym miasteczku, znał człowieka, który odpowiada za ten typ kary i powiedział mu, że w jej ramach chce skomponować utwór. Napisał więc utwór na gitarę, ale jest to utwór przeciwko wojnie w Iraku. Czyli kontynuował protest. Nad tym utworem Reilly’ego pracuję obecnie, wszędzie go ze sobą noszę. Popatrz na nuty! Jest on dla mnie bardzo ważny z przyczyn emocjonalnych, ponieważ uważam, że ta wojna jest ogromną tragedią. Dlatego to takie ważne, bo mogę grać coś, co wyraża moje uczucia. Ten utwór nazywa się „National Broad Street March”, ponieważ właśnie na Broad Street Reilly został aresztowany podczas marszu. Początkowa wersja była trochę inna, brzmiała zbyt ostrożnie, miała zbyt skomplikowany rytm. Przepisał ją więc. O, a to jest właśnie ten fragment, „Kiedy złe rzeczy spadają z nieba”, który najbardziej dotyczy wojny. Te złe rzeczy lecące z nieba to oczywiście pociski. Co ważne, mogę zagrać utwór, który wyraża to okropne uczucie, które mam TERAZ, co do TEJ akurat wojny i George’a Busha. Więc najbardziej interesuje mnie w tej chwili właśnie zagranie tego utworu.
Twój ojciec jest znanym i cenionym kompozytorem. Napisał również wiele utworów na gitarę...
- Tak, całkiem sporo. Kiedyś nagrałem płytę z jego muzyką kameralną. On także napisał utwór antywojenny. W 1944 roku, podczas II wojny światowej, stracił prawą nogę. Od tego czasu zawsze protestuje przeciwko wojnom. Jest taka książka z listami. Kiedy niemieccy żołnierze byli otoczeni pod Stalingradem podczas II wojny światowej, dowództwo pozwoliło im pisać listy do domu. Ci żołnierze wiedzieli że zginą, byli otoczeni, była mroźna zima... A ich listów nigdy nie wysłano do domu. Zamknięto je w jakichś pudłach. 97% żołnierzy zginęło, ale listy jakimś cudem przetrwały i zostały opublikowane. Mój ojciec na ich podstawie napisał swój najważniejszy utwór, „Ostatnie listy ze Stalingradu”. To utwór na baryton, gitarę, altówkę i perkusję. Trochę przypomina jeden z utworów Henzego. W tym roku mój ojciec skończy 80 lat i z tej okazji graliśmy dla niego jubileuszowe koncerty. Za tydzień zagram kolejny, w Nowym Jorku. I znów – ludziom nie podoba się obecna wojna, a ten utwór pokazuje okrucieństwo, przerażenie i koszt wojny. Mimo, że mój ojciec jest Żydem, który stracił nogę w walkach z Niemcami, pisze o człowieczeństwie niemieckich żołnierzy. Chce ich pokazać od tej strony. To ważny utwór. Kiedy go graliśmy, miesiąc temu, ludzie płakali.
Chyba dlatego, że ludzie są tylko ludźmi, a wojna nie jest dobrem dla nikogo.
- W dodatku wojny wywołują przywódcy, a nie mali, zwykli ludzie. W Polsce też mieliście trudną sytuację. Najpierw walczyliście z jednymi najeźdźcami, potem z drugimi. Wasz kraj wiele wycierpiał.
Dziękuję z twój czas i rozmowę.
Wywiad przeprowadzono w czerwcu 2004 w Baltimore (USA).